Kącik Złamanych Piór
- Forum literackie

|
|
|
|
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat |
|
Autor |
Wiadomość |
Pierre de Ronsard
Moderator z ludzką twarzą
Dołączył: 11 Sie 2009
Posty: 752
Przeczytał: 0 tematów
Pomógł: 5 razy Ostrzeżeń: 0/5 Skąd: Skarbonka Płeć: Mężczyzna
|
Wysłany: Sob 16:59, 29 Paź 2011 Temat postu: Szanowny L., [M] |
|
|
I rzekł mi Bóg, abym kłamała. Kłamać, że go kocham dla podtrzymania jego prestiżu we wszechświecie. Bo co może zrobić innego? Wielka niemożność, w której się znaleźliśmy spowodowana jest tym, iż jego wyobrażenie zostało przedstawione i rozwinięte w bardzo wczesnej fazie rozwoju świata ludzkiego. Stąd niedoskonałość. To jego błąd zaważył na postrzeganiu. Wybrał zły moment, aby się pojawić. Poszedł spać, a ja się wszystkim zajmę.
„Uczyńmy człowieka na nasze podobieństwo”, rzekł wówczas do mnie. Było nas dwoje, ja tylko asystowałam. Podawałam mu wodę, gdy się zmęczył. Ocierałam gąbką jego podmokły fronton. Zabawiałam śpiewem w nierzadkich momentach znużenia, a on majestatycznie chichotał. Na nasze podobieństwo stworzył Lilith i Abrama, mylnie nazywanego Adamem. Byłam jego zcórczałą kochanką, kochanicórką, choć nigdy do niczego między nami nie doszło. Nie w ludzkim pojęciu „dochodzenia”. W boskim sensie „niedojda”, ja. Pani Bóg, ukryta przed światem jakby ze wstydu. Nie mam do niego żalu, że ograbił mnie z pewnego wkładu. Kochałam go. Mówić, że go kocham. Aby nie zginął po raz pierwszy w życiu.
Pewnego razu, gdy miał już upaść, podtrzymałam jego sfatygowany korpus i jego kolana nigdy nie dotknęły ziemi. Nie umrze. Nie zbruka się. Ideał ponad wszelki inny ideał. Wszelakość nie obejmie zobojętniałymi palcami jego twardego karku. Wierzę w niego, bo go widziałam. Niepobłogosławiona. Ludzka wiara była niczym połączenia neuronowe w mózgu dla niego. On sam już dziś nie potrafi się określić, zachowuje się, jakby stopniowo tracił pamięć. Chce mieć syna, ale nie ze mną. Mówię już od rzeczy. Kocham go. Bo mi kazał. Kazał nam wszystkim.
Czy bluźnię? Przyjmij mnie do siebie, moja jedyna nadziejo na szczęśliwą wieczność. Buntowniku, który przez swój jeden błąd stałeś się ucieleśnieniem wszystkiego, co złe. Pomóż mi, już dłużej nie wytrzymam. Kocham go, ale to już nie ma sensu, L. On będzie miał nowe sprawy na głowie, mnie już nie będzie. Mnie już nie ma. Mnie nigdy nie było. Czy żądam za wiele?
Zamykam oczy, w tym załzawione złote tęczówki, a przy ponownym otwarciu kolorki prawie pomarańczowe. Widzę swoją twarz w krystalicznych literach mojego listu, drogi L. Porwij mnie stąd, Parysie. Połakom się na najsłodszą blasfemię w historii. Kocham go tylko dlatego, że mi kazał. Wyjawię ci w zamian jego imię, jeśli zechcesz.
Xemen Dor, wasza na zawsze
Post został pochwalony 0 razy
|
|
Powrót do góry |
|
 |
|
 |
Waldemar Kubas
Stalówka
Dołączył: 23 Paź 2011
Posty: 43
Przeczytał: 0 tematów
Pomógł: 1 raz Ostrzeżeń: 1/5 Skąd: Wrocław Płeć: Mężczyzna
|
Wysłany: Nie 16:17, 30 Paź 2011 Temat postu: |
|
|
Na pierwszy rzut oka opowiadanie Szanowny L. zdaje się mieć formę listu. Kiedy jednak przyjrzymy się bliżej, zauważymy, że jest to list bardzo specyficzny. Decyduje o tym forma. Wiele wskazywałoby na to, że list adresowany jest nie tylko do samego Boga, którym w tekście jest ów Szanowny L., ale i do nas, dalekich potomków „Lilith i Abrama, mylnie nazywanego Abramem”. Sam list natomiast pisany jest przez niejaką Xymenę Dor, która wedle własnych słów jest tą, której Bóg przykazał, by kłamała. Ma mianowicie „kłamać, że go kocha”, co ma rzekomo służyć „do podtrzymania prestiżu we wszechświecie”. Xymena Dor, tajemnicza wybranka samego Boga, dalej oznajmia, że „była jego [Boga] zcórczałą kochanką, kochanicórką, choć nigdy do niczego między nami nie doszło”. [I dodaje:] Nie w ludzkim pojęciu „dochodzenia”. Dalej ucieka się do gry słownej i wywodzi stąd, że w takim razie w boskim pojęciu jest „niedojdą”.
Już ten mały fragment tekstu pozwala się nam zorientować, z jakiego rodzaju prozą mamy do czynienia. Rozpoznajemy w nim również skłonności Autora do bawienia się językiem, tworzenia nowych słów, swoistego eksperymentowania zarówno na bazie samego języka, jak i lansowanych treści, które w swej istocie mogą być kontrowersyjne. W naszym pojęciu prezentowany tekst wpisuje się w nurt literatury apokryficznej. Świadczy o tym już chociażby tych parę uwag, które skreśliliśmy powyżej. Apokryfy mogą dotyczyć Starego Testamentu albo Ewangelii. W tym przypadku mamy do czynienia z apokryfem starotestamentowym, dokładnej mówiąc takim, który odnosi się do Księgi Rodzaju, inaczej mówiąc Genezis.
Powołana do życia przez Autora, niejaka Xymena Dor, „zcórczała kochanka” i „kochanicórka” samego Boga, pisząc swój list zarówno do niego, jak i do nas, daje w nim upust swoim emocjom i pokręconym myślom. Gdybyśmy mieli traktować ją poważnie, musielibyśmy jej doradzać wizytę u psychoanalityka. Ale nie zrobimy tego. Bowiem podejrzewamy, że Xymena Dor nie jest żadną towarzyszką Boga od zarania dziejów, lecz stworzoną przez autora, Pierre`a de Ronsarda, postacią literacką powołaną ku naszej (czytelnika) uciesze. Albowiem nie brak w tekście zabawnych i humorystycznych momentów. Jest ich na tyle dużo i są tak wyborne, że nie tęsknimy nawet za tak zwanymi „momentami”.
Reasumując, dobry kawałek prozy, ubawiliśmy się setnie. Przejęliśmy nawet od niego, samego Boga, ów styl mówienia o sobie w formie pluralis majestatis.
PS 1. A swoją drogą, chętnie był usłyszał, gdyby Xymena Dor zechciała ujawnić, jakie jest to prawdzie imię Boga? I nie ograniczała się wyłącznie do jego pierwszej litery L. Sam Bóg, zapytany o nie na kartach Biblii, powiedział jedynie: Jestem Który Jestem.
PS 2. Jedna mała uwaga. Wprawdzie słowo „zcórczała” jest neologizmem, utworzonym przez Autora, jednak może lepiej napisać je w formie „scórczała”. Nie będzie się wówczas kłócić z ogólną zasadą tworzenia przymiotników z rzeczowników. Mianowicie, jeśli rzeczownik rozpoczyna się od spółgłoski dźwięcznej, wówczas dajemy przedrostek „z”. Np.: bzik – zbzikowany, wariat – zwariowany, dół – zdołowany, itd., itp. Jeśli natomiast rzeczownik rozpoczyna się od spółgłoski bezdźwięcznej, w przedrostku stosujemy „s”. Np.: ferment – sfermentowany, ton – stonowany, pieprz – spieprzony, itd., itp.
Post został pochwalony 0 razy
Ostatnio zmieniony przez Waldemar Kubas dnia Nie 16:19, 30 Paź 2011, w całości zmieniany 1 raz
|
|
Powrót do góry |
|
 |
Pierre de Ronsard
Moderator z ludzką twarzą
Dołączył: 11 Sie 2009
Posty: 752
Przeczytał: 0 tematów
Pomógł: 5 razy Ostrzeżeń: 0/5 Skąd: Skarbonka Płeć: Mężczyzna
|
Wysłany: Nie 18:00, 30 Paź 2011 Temat postu: |
|
|
Dziękuję za interpretację (nie do końca trafną w jednym miejscu, ale zaraz to wyjaśnię) i przede wszystkim za zasadę pisowni przymiotników. Niestety, bliżej znana mi jest morfologia francuska niż polska, którą nie zajmuję się zawodowo (czyt. studiuję) Zszargane zsunięty itp. są wyjątkami od reguły i na bazie wyjątków stworzyłem nowe prawo, jako ten wszechmocny Bóg z opowiadania. Ale będę miał na uwadze ogólną zasadę.
Nie można pisać do osoby, o której się opowiada cały czas (w tym wypadku). Dlatego Bóg nie jest adresatem. Jest nim ktoś mu bliski, warto zobaczyć fragment:
Cytat: | Buntowniku, który przez swój jeden błąd stałeś się ucieleśnieniem wszystkiego, co złe |
warto też zwrócić uwagę na inicjały autorki listu i to odda konwencję pod warunkiem, że znamy skrótowce i emotikony internetowe.
Post został pochwalony 0 razy
|
|
Powrót do góry |
|
 |
Waldemar Kubas
Stalówka
Dołączył: 23 Paź 2011
Posty: 43
Przeczytał: 0 tematów
Pomógł: 1 raz Ostrzeżeń: 1/5 Skąd: Wrocław Płeć: Mężczyzna
|
Wysłany: Czw 10:21, 03 Lis 2011 Temat postu: |
|
|
Dziękuję za dopowiedzenie, które mi pozwoliło lepiej zrozumieć list do Szanownego L. Wiem już teraz, że Xymena Dor pisze wyłącznie list do „buntownika, który przez swój jeden błąd stał się ucieleśnieniem wszystkiego, co złe”. Tym buntownikiem może być tylko Lucyfer i stąd w nagłówku listu mamy Szanowny L. Przy takim rozumieniu pisma (listu) Xymeny Dor zachowana jest również jego spójność. Inaczej mówiąc wszystko układ się w logiczną całość.
Cieszę się, że choć w niewielkim stopniu udało mi się zrozumieć ten postmodernistyczny tekst. Niestety nie znam się na skrótowcach oraz emotikonach internetowych, dlatego też niewiele mi mówią inicjały autorki listu. Skądinąd wiem, że słowo „dor” odnosi się do złota.
Post został pochwalony 0 razy
Ostatnio zmieniony przez Waldemar Kubas dnia Czw 10:23, 03 Lis 2011, w całości zmieniany 1 raz
|
|
Powrót do góry |
|
 |
Pierre de Ronsard
Moderator z ludzką twarzą
Dołączył: 11 Sie 2009
Posty: 752
Przeczytał: 0 tematów
Pomógł: 5 razy Ostrzeżeń: 0/5 Skąd: Skarbonka Płeć: Mężczyzna
|
Wysłany: Czw 18:44, 03 Lis 2011 Temat postu: |
|
|
D'or - z francuska, or, oro etc.
Dor z portugalska to ból, gdzie forma jest krótsza niż np. hiszpański "dolor". Ale można dointerpretować, pisząc o złocie nie ma problemu.
Xemen Dor
Xemen tak trochę zniekształcone "semen", które w łacinie oznacza nasienie
a XD znaczy tyle samo co szyderczo-trollowa buźka " "
Post został pochwalony 0 razy
Ostatnio zmieniony przez Pierre de Ronsard dnia Czw 18:45, 03 Lis 2011, w całości zmieniany 1 raz
|
|
Powrót do góry |
|
 |
Waldemar Kubas
Stalówka
Dołączył: 23 Paź 2011
Posty: 43
Przeczytał: 0 tematów
Pomógł: 1 raz Ostrzeżeń: 1/5 Skąd: Wrocław Płeć: Mężczyzna
|
Wysłany: Pią 12:48, 04 Lis 2011 Temat postu: |
|
|
A zatem list do Szanownego L. pisze niejaka Xemena Dor (przepraszam Autora, przez niedopatrzenie pisałem wcześniej Xymena Dor). I tak po zaserwowanych czytelnikowi wyjaśnieniach, w zasadzie wszystko jest już jasne. Krótki kurs językoznawczy bardzo mi się przydał i wiem już teraz, że drugie imię (nazwisko) Xemeny należy przede wszystkim wywodzić od portugalskiego „dor” lub hiszpańskiego „dolor”, które to słowa oznaczają „ból”. Xemena Dor jawi się więc jako Xemena Dolorosa, co przekładając na nasz język oznacza po prostu Xemenę Boleściwą. Podkreślmy, że takie miano (nazwanie) w kontekście listu, jaki cierpiętnica pisze do Szanownego L., i uzasadnionych skarg, jakie w nim pomieszcza na Przedwiecznego konkubenta, z którym przyszło jej żyć, a nie chce (chętnie by się oddała do dyspozycji owego L.), zdaje się być w pełni uzasadnione. W każdym razie my, czytelnicy, rozumiemy ją doskonale. Zresztą w dużym stopniu razem z nią podzielamy smutny los cierpiętników, którym nakazano niechcianą miłość. Przedwieczny tyran zadekretował wszak, że ma być kochany po wsze wieki, nie tylko przecież przez nią, Xemenę Dor, słabą kobietę, ową „niepobłogosławioną” i „niedojdę”, jak sama mówi o sobie, ale i przez wszystkie pokolenia potomków „Lilith i Abrama, mylnie nazywanego Adamem”.
Post został pochwalony 0 razy
Ostatnio zmieniony przez Waldemar Kubas dnia Pią 12:51, 04 Lis 2011, w całości zmieniany 1 raz
|
|
Powrót do góry |
|
 |
anitkaz
Stalówka
Dołączył: 24 Sie 2011
Posty: 36
Przeczytał: 0 tematów
Ostrzeżeń: 0/5
Płeć: Kobieta
|
Wysłany: Pią 17:42, 04 Lis 2011 Temat postu: |
|
|
A ja w milczeniu czytam, dowiaduje się, kontempluję...
"Mocny" wstęp, czyli taki co zainteresuje, zaciekawi, zachęci do czytania. W dodatku stylowo przypominający jakby teksty biblijne. Czyżbym wyczuwała jednak sarkazm? Może to moje osobiste odczucia, lecz mam wrażanie, że Xemena drwi sobie nieco z Boga. Może nie pierwszy raz piszę z "Szanownym L." ? Może powoli przechodzi na jego stronę? Z niewiadomych przyczyn do gustu przypadło mi określenie "Porwij mnie stąd, Parysie" Ten Parys zmienia bardzo odczucia czytelnika.
Opis tęczówek wydaje mi się być zbędnym Odciąga uwagę od propozycji upublicznienia imienia Boga. A to jest ciekawym wątkiem. Nierozbudowanym, wspaniałym do rozmyślań i dyskusji.
Post został pochwalony 0 razy
|
|
Powrót do góry |
|
 |
Teraźniejszość
Ołówek
Dołączył: 04 Lis 2011
Posty: 9
Przeczytał: 0 tematów
Ostrzeżeń: 0/5 Skąd: Pyrlandia Płeć: Kobieta
|
Wysłany: Pią 19:05, 04 Lis 2011 Temat postu: |
|
|
Nie spodobało mi się jakoś niesłychanie wybitnie, ale nie było złe.
Pierwsze zdanie jest takie, jak lubię - krótkie i przyciągające wzrok. Świetny pomysł ze stylizacją na język biblijny, gdzie jednocześnie mamy jawne zaprzeczenie treści Biblii. No ale o to przecież chodzi.
Co mi się nie podoba?
Zdanie z Parysem - aż nazbyt dosłowne, jest budowany taki trochę nastrój nie-wiadomo-co-jak-gdzie, a tutaj nagle bach! Zbyt łopatologicznie.
No i fragment o oczach - w zasadzie, im więcej razy go czytam, a czytałam już sporo, coraz bardziej mi się nie podoba i coraz bardziej psuje odbiór całego tekstu, nota bene dobrego.
Kolorki, co to w ogóle za słowo? Niesie ze sobą negatywne skojarzenia - pani fryzjerka z tipsami mówiąca "to jaki chcesz kolorek, złociutka?" Ja rozumiem - masz pomysł, masz zamysł - ale nie, tutaj zdecydowane nie.
Post został pochwalony 0 razy
|
|
Powrót do góry |
|
 |
Pierre de Ronsard
Moderator z ludzką twarzą
Dołączył: 11 Sie 2009
Posty: 752
Przeczytał: 0 tematów
Pomógł: 5 razy Ostrzeżeń: 0/5 Skąd: Skarbonka Płeć: Mężczyzna
|
Wysłany: Pią 20:01, 04 Lis 2011 Temat postu: |
|
|
a w jaki sposób Parys psuje nastrój? chyba nie sądzicie, że chodzi o Iliadę?
Post został pochwalony 0 razy
|
|
Powrót do góry |
|
 |
|
|
Nie możesz pisać nowych tematów Nie możesz odpowiadać w tematach Nie możesz zmieniać swoich postów Nie możesz usuwać swoich postów Nie możesz głosować w ankietach
|
|
|
|
|
fora.pl - załóż własne forum dyskusyjne za darmo
Powered by phpBB © 2001, 2002 phpBB Group
|
|
|